
Czy pamiętacie jak w zapowiedzi tej relacji obiecywaliśmy Wam, że podzielimy się tajemnicą jak zostać kimś więcej niż milionerem? Właśnie zamierzamy to zrobić, tutaj i teraz. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, pozwólcie, że zabierzemy Was w wyjątkowe miejsce. Specjalnie dla czytelników portalu MyApple, relację z Zimbabwe przygotował Grzegorz Lisik (nick na forum: songye). Więcej o autorze możecie dowiedzieć się tutaj - MyApple: Czy chcesz zostać więcej niż milionerem? - Apple
W Polsce nastały szarobure, zimowe dni. Nie ma na nie lepszego lekarstwa niż podróż do ciepłego kraju. W palącym słońcu szybko zapomnimy o lodowatym chłodzie. Choć podróż będzie wirtualna, mam nadzieję, że rozgrzeje wszystkich. Zapraszam do zwiedzenia jednego z państw Południowej Afryki. Nie będzie to podróż pełna wylegiwań się na plaży, lecz taka w której zwiedzimy ciekawe miejsca i z bliska przyjrzymy się jak płynie życie w Afryce. Zapraszam do Zimbabwe.
Przemierzając Zimbabwe nie jest łatwo spotkać białego człowieka. Według badań statystycznych biali stanowią tutaj nie więcej niż 2% populacji. Kiedyś Zimbabwe było prężnie rozwijającym się krajem a jego gospodarka była w świetnej kondycji. Tak było kiedyś… dzisiaj kryzys jaki mamy w tym kraju jest niewyobrażalny. I nie mówimy tutaj tylko o kryzysie gospodarczym, ale przede wszystkim o humanitarnym. Pandemia HIV i AIDS, susze, brak wolności politycznej. To tylko kilka problemów. Przez wojny polityczne Zimbabwe straciło zaufanie inwestorów, którzy boją się lokować w tym państwie swój kapitał.
Przejdźmy jednak do tego, co w Zimbabwe warto zobaczyć. Zacznijmy od określanej kiedyś mianem „perły Afryki” stolicy - Harare. To stąd będziemy wybierać się w różne ciekawe zakątki - sporo z nich bowiem znajduje się blisko Harare. Jeśli spodziewacie się, że sama stolica wygląda jakoś inaczej niż stolice europejskie, to niestety będziecie zawiedzeni. Pełno tutaj centrów handlowych, kin, klubów nocnych i muzeów. Te ostatnie posiadają zresztą całkiem ciekawą kolekcję różnych dzieł. Wielbiciele zwiedzania muzeów będą więc w pełni usatysfakcjonowani.

Centrum Harare.
Miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Harare jest znajdujący się 24km od stolicy „The Lion and Cheetah Park” - znajdziemy tutaj nie tylko lwy i gepardy ale także hieny, pawie, szakale, krokodyle oraz 300-letniego żółwia. Podziwiać zwierzęta możemy nie tylko z daleka ale i z bliska. Za dodatkową opłatą możemy pogłaskać i wziąć na ręce lwiątko, a nawet zrobić sobie z nim zdjęcie. Standardowy bilet na teren parku kosztuje 20 dolarów. Park podzielony jest na trzy części - enklawę w której znajdują się lwy (przejeżdżamy przez nią jeepem z przewodnikiem i zwierzęta chodzą sobie dosłownie kilka metrów od nas!), ZOO w którym znajduje się wiele gatunków zwierząt, a także duży obszar otwarty, do którego wybrać możemy się jeepem i podziwiać przeróżne gatunki zwierząt żyjące w ich naturalnym środowisku.
13km od Harare znajduje się miejsce zwane Epworth Balancing Rocks - słynne z niebywałych form skalnych jakie tutaj występują. Naprawdę warto je zobaczyć - robią wrażenie. Wstęp na teren parku z Balansującymi Kamieniami kosztuje 10 dolarów. Samo Epworth to przedmieścia Harare, zamieszkiwane przez biedniejszych obywateli.

Balansujące Kamienie w Epworth.
Wielką atrakcją Zimbabwe jest Wodospad Wiktorii. Jeden z największych na świecie. Dziennie odwiedza go około 300-500 turystów. Wejście kosztuje 20 dolarów. A wrażenia są naprawdę niezwykłe. W sezonie deszczowym woda spadając z ogromnej wysokości rozbryzguje się tak wysoko, że przechodząc mostem koło wodospadu nie sposób być suchym. Podczas sezonu suchego, mimo że nie aż tak wiele wody, para wodna unosi się dookoła nas. Sam wodospad jest po prostu ogromy i sprawia cudowne wrażanie. Nie da się tego tak łatwo opisać słowami. Zdecydowanie lepiej jego piękno oddają zdjęcia. Choć i one tak naprawdę nie są w stanie przekazać tego, co czuje człowiek patrząc na Wodospad Wiktorii. Powiem jedno - zdecydowanie mają rację osoby, uważające go za jeden z cudów świata.
Do Wodospadu Wiktorii możemy z Harare dostać się samolotem lub autobusem. Bilet autobusowy to koszt 15-20 dolarów w zależności od linii autobusowej, jednak problemy zaczynają się już podczas wsiadania. Autobusy są strasznie przepełnione. Naprawdę wygląda to jak na tych wszystkich obrazkach, gdzie ludzie stoją jeszcze na zderzakach i na dachu. Nie mieszczą się w środku autobusu do tego stopnia że po kilka głów wystaje z jednego okna. Dodatkowym problemem jest to, że w Zimbabwe nie istnieje coś takiego jak rozkład jazdy. Autobusy przyjeżdżają dosłownie kiedy ich kierowcy mają na o ochotę. Standardem jest kilkudniowe, a nawet kilkutygodniowe czekanie na autobus... Także co bardziej wrażliwi powinni zrezygnować z tego typu transportu. Polecam jednak spróbować - niezapomniane przeżycie gwarantowane.
Warto odwiedzić prowincję Masvingo - dojechać tutaj także możemy za 2 dolary busem (bus odjeżdża tylko wtedy gdy jest "zapakowany" na full - minimum 20 osób a czasami prawie 40 osób! Jedziemy więc jak przysłowiowe śledzie w beczce). Znajdują się tutaj ruiny zwane Wielkie Zimbabwe, które są wpisane na listę zabytków UNESCO. Czym dokładnie jest Wielkie Zimbabwe? To rozciągające się na obszarze powyżej 700 hektarów ruiny miasta, które zamieszkiwane było najprawdopodobniej od XI - XV w. To najstarszy taki kompleks ruin w całej Południowej Afryce. Niewiele wiadomo o plemieniu, które zamieszkiwało to miejsce. Pewnym jest jednak, że średniowieczni podróżnicy europejscy, przybywający w te tereny zachwycały się ludźmi zamieszkującymi Wielkie Zimbabwe. Wiele miejsc jest całkiem dobrze zachowanych, przez co wrażenie towarzyszące nam podczas zwiedzania tego miejsca jest naprawdę niezwykłe.
Przydatne informacje:
W Zimbabwe bez problemu porozumiemy się po angielsku. Najlepiej przybywając do tego kraju wyposażyć się w amerykańską walutę i właśnie amerykańskimi dolarami płacić za wszystko.
Do przekroczenia granicy Zimbabwe potrzebna nam będzie wiza. Możemy ją kupić na granicy czy na lotnisku, tuż po tym jak wysiądziemy z samolotu. Za jednokrotną wizę zapłacimy 30$, za dwukrotną 45$. Musimy przy wjeździe okazać bilet powrotny, bądź środki przeznaczone na powrót oraz środki przeznaczone na pokrycie kosztów pobytu.
W Harare musimy uważać na złodziei. Nierzadko zdarzają się kradzieże torebek czy cennych przedmiotów nawet z pokojów hotelowych. Miejscowa ludność jest też dość namolna - kiedy przyczepią się do kogoś, to naprawdę trudno się ich pozbyć. Dlatego lepiej ostrożnie postępować z miejscowymi i starać się nie zwracać zbytnio na siebie uwagi.
Pogoda: podczas naszego sezonu urlopowego w Zimbabwe za dnia temperatura waha się od 8-10 stopni Celsjusza, w nocy od 3-5 stopni Celsjusza. Więc wybierając się do Południowej Afryki w okresie naszego lata koniecznie musimy się zaopatrzyć w ciepłe ubranie.
Przed wyjazdem musimy się też zaszczepić - na żółtą febrę (koniecznie, bez tego nie ma sensu jechać do Zimbabwe) oraz inne choroby. Szczepionka na żółtą febrę jest ważna przez 10 lat. Szczepienia można zrobić np. w Poradni Chorób Tropikalnych w Warszawie. Tam też można uzyskać dodatkowe informacje o innych przydatnych szczepieniach. Szczegółowa lista placówek w których możemy wykonać szczepienia znajduje się na stronie Konsulatu Republiki Gambi - Konsulat Republiki Gambii w Warszawie. Ubrania, które zabierzemy ze sobą powinny być w jak najjaśniejszym kolorze - najlepiej białym. Wynika to z tego, że kolory ciemne przyciągają komary i inne insekty (w tym komary malaryczne których powinniśmy się wystrzegać w szczególności).
Bilet lotniczy w obie strony, z Warszawy do Harare, kosztuje około 4 500 zł. Poniżej podajemy adresy linii lotniczych obsługujących to połączenie.
Linki:
Zimbabwe - wiza, ambasady, przepisy
KLM Royal Dutch Airlines Comprehensive Travel Planning Site
Rainbow Tours S.A.
No i na koniec, prawie bym zapomniał podać przepis na to jak zostać więcej niż milionerem, nawet więcej niż miliarderem. Wystarczy trochę zainwestować. Wcale nie dużo i nie potrzeba żadnej wiedzy na temat giełdy, ekonomii i finansów. Każdy kto odwiedzi Zimbabwe i zainwestuje jednego dolara amerykańskiego (a dokładniej 0,82 USD), może zostać biliarderem. Tak, nie przecierajcie oczu ze zdziwienia - powtórzę to słowo jeszcze raz... BILIARDER. Wszystko przez to, że w Zimbabwe jest w tej chwili galopująca hiperinflacja osiągająca nawet 150 000% w skali miesiąca, a bank centralny Zimbabwe jako jedyny na świecie wydrukował banknot o nominale... 100 trylionów ich-szych dolarów! Obrazowo możecie to zobaczyć na zdjęciu poniżej.